Aktualności

19 października 2018

Nasz student wygrał ,,1 z 10 ”


Adrian Gerula jest studentem III roku stosunków międzynarodowych w Państwowej Wyższej Szkole Wschodnioeuropejskiej w Przemyślu. Kieruje studenckim Kołem Naukowym Młodych Dyplomatów. Niedawno mogliśmy oglądać go w TV, gdzie wygrał jeden z odcinków (emitowany w październiku br.) cieszącego się dużą oglądalnością teleturnieju ,,1 z 10 ”.

 

 

 

 

 

 

Na wstępie gratulacje z tytułu wygranej, no i oczywiście posiadanej wiedzy.

Dziękuję.

Zacznę jak w „1 z 10”: proszę powiedzieć coś o sobie…

Mam 22 lata. Mieszkam w Przemyślu. Interesuje mnie geopolityka i polska piłka nożna, jestem fanem Wisły Kraków.

Domyślam się zatem skąd Twój wybór kierunku studiów …

To nie był  mój pierwszy wybór. Interesują mnie również języki obce, nieźle radzę sobie z niemieckim i angielskim. Pomyślałem więc o niderlandystyce. I ją właśnie zacząłem studiować we Wrocławiu. Tam spotkałem prawdziwych pasjonatów języka holenderskiego. Ale ja stwierdziłem, że to jednak nie dla mnie, a tym co pasjonuje mnie naprawdę, jest geopolityka. I wróciłem do Przemyśla; uczelnia bliżej domu, stosowny kierunek jest, czego trzeba więcej… Zresztą tę uczelnię zarekomendowała mi rodzina: wujek ukończył tu historię, a mama architekturę wnętrz. Mama zresztą poszła dalej –  ukończyła grafikę w Rzeszowie, a obecnie robi doktorat z filozofii na Uniwersytecie Rzeszowskim. To mnie motywuje – rywalizujemy z sobą o wyniki w nauce…

Skąd pomysł, by wziąć udział w teleturnieju?

Dojrzewałem do tego dość długo. Oglądałem „1 z 10”  od dawna i testowałem swoją wiedzę. Nawiązałem internetową znajomość z pewnym maniakiem teleturniejów. To on udzielił mi wskazówek, jak się przygotowywać i sprawdzać gotowość do startu. W pewnym momencie zaobserwowałem, że mam już na koncie zdecydowanie przeważającą liczbę poprawnych odpowiedzi. Ciągle jednak wahałem się, czy to już ten moment. Ale pewnego dnia przyszedł impuls; usłyszałem, że za trzy dni są eliminacje – i pojechałem.

Jak wyglądały eliminacje?

Odbywały się w Krakowie. Chętnych było wielu, kolejka rozciągała się do połowy uliczki, szacuję, że liczyła ok. 200 osób. Trzeba było odpowiedzieć poprawnie na 15 z 20 pytań. Odpowiedziałem na 18. Pytania były łatwiejsze, niż te na wizji (np.: gdzie są Pola Elizejskie? albo: stolicą jakiego kraju jest Praga?).

Jakie to uczucie, wygrać w teleturnieju, gdzie raczej należy liczyć na wiedzę, niż na szczęście, no i również wykazać się refleksem?

Nie ukrywam, że przyjemne. Ale przypominam sobie zabawną sytuację; gdy już po przejściu od etapu drugiego do pierwszej trójki, wykrzyknęliśmy niezależnie od siebie: – Jakim cudem?! Nie wierzyliśmy, że to się stało. Co do szczęścia to postawiłbym je na równi z wiedzą. Refleks natomiast przydaje się w ostatnim etapie, gdy walczymy o to, kto pierwszy odpowie.

Opowiedz, proszę, jak funkcjonuje psychika człowieka przepytywanego przed kamerą, na oczach całej Polski, rzec można. Czy w głowie pojawia się ta słynna „czarna dziura”, a  rzeczy oczywiste wcale się takimi nie wydają?

Może nie tyle chodzi o „czarną dziurę’, ile o to, że człowiek doszukuje się w każdym pytaniu jakiejś pułapki, czegoś podchwytliwego. Dla mnie najtrudniejsze były pierwsze dwa pytania podczas pierwszego etapu, bo zżerała mnie trema. Dopiero potem człowiek się uspokaja; im dłużej byłem pytany, tym łatwiej mi przychodziło…

Czy wiedza zdobyta na uczelni przydała Ci się w teleturnieju?

Był pewien epizod. Otóż, gdy padło pytanie, skąd wzięła się nazwa Tasmanii, od razu zaświtało mi w głowie nazwisko Abla Tasmana, z którym zetknąłem się podczas jednego z wykładów… bodajże z Rektorem, z geografii politycznej…

Jak wyglądają kulisy programu?

Nagranie było w Lublinie z ok. miesięcznym wyprzedzeniem. Uczestnicy zobowiązani są do zachowania tajemnicy co do wyników teleturnieju. Mówiłem tylko znajomym, że przeszedłem pierwszy etap.

Mniej więcej na godzinę przed nagraniem dopełnia się formalności, a potem następuje charakteryzacja – wtedy zawodnicy poznają się lepiej. Na ogół  ludzie są sympatyczni i panuje dobra atmosfera. Jeśli jednak ktoś się wywyższa, może liczyć na więcej pytań. Jest to swoista kara wymierzana przez pozostałych uczestników i ponoć to się zdarza…Co zaś do osoby prowadzącego, mogę powiedzieć, że jest ludzki, tzn. uprzejmy, ale gdy coś idzie nie tak, potrafi użyć mocnego słowa. Prowadzi audycję rzetelnie i jest uczciwy wobec zawodników. Bywa, że ktoś zgłasza pretensje i wtedy Tadeusz Sznuk sprawdza dokładnie, czy pytanie było właściwie sformułowane i czy odpowiedź, którą dysponuje, jest z pewnością poprawna.

A jak zachowują się przegrani?

Szczerze mówiąc, z osób, które odpadły, widziałem dwie. Jedliśmy obiad. Było spokojnie, nikt specjalnie nie lamentował…

Przejdźmy od ducha do materii…Co wygrałeś i na co  przeznaczysz pieniądze?

Zwycięzca otrzymuje 5 tys. złotych, minus podatek. Ponadto dostałem zegarek o wartości ok.500 zł, robota kuchennego (na razie umiem zrobić tylko jajecznicę, ale może się rozwinę dzięki temu urządzeniu) oraz liczne drobiazgi. No i oczywiście, pobyt w jednym z  czterech luksusowych hoteli; przymierzam się do „Gołębiewskiego” na Mazurach. Co do pieniędzy, to przeznaczę je raczej na cele naukowe i na potrzeby związane z dalszym etapem studiów, ale trochę z pewnością wydam na przyjemności.

Czy zamierzasz jeszcze wystartować w jakimś teleturnieju?

Za cztery lata, gdy upłynie okres karencji, chciałbym powtórzyć przygodę z „1 z 10 ”, jeśli będzie do tego czasu na antenie. A z  p. Tomaszem, z  którym uczestniczyliśmy w finale, rozważamy wspólny start w „Postaw na milion”. Ale na razie to tylko plany.

 

Rozmawiała Barbara Sykała